Początek października 1990, Lublin. W podziękowaniu za współpracę nad wystawą Georgesa Wolinskiego (25 lat później w Paryżu zginął w zamachu na redakcję Charlie Hebdo) otrzymałem zaproszenie na obiad z nim, w znanym lubelskim hotelu. Gdy podczas rozmowy otrzymał moją debiutancką książkę z rysunkami „Kwiatki polskie”, zdziwił się i natychmiast zdał mi pytanie, którego się nie spodziewałem. Poznaj kulisy wystawy Wolinskiego w Lublinie oraz mojej rozmowy z Wolinskim.
Sympozjum w Lublinie. Gdy teorie nudzą, a sztuka wzywa
„L’Humour Européen” – to nazwa konferencji naukowej organizowanej przez UMCS (Uniwersytet Marii Curie Skłodowskiej), jaka w październiku 1990 odbyła się w Lublinie. Była prowadzona w języku francuskim i przybyło wiele osób zaznajomionych tematem, w tym twórców – nie tylko z Francji. Choć byłem po liceum plastycznym (PLSP w Lublinie), gdzie przez kilka lat uczyłem się francuskiego, wspólnie z organizatorami uznaliśmy, że teorie w języku francuskim mnie zanudzą. Przypadła mi inna rola: miałem zadbać o promocję wizualną wystawy słynnego już wówczas Georgesa Wolinskiego, który miał osobiście przybyć na sympozjum oraz uświetnić wernisaż własnej wystawy.

Francuska miłość – jak poprawiłem Wolinskiego
Miałem zatem przygotować plakat w formacie A3 oraz (dosyć skromny) katalog ekspozycji Wolinskiego (A3 złożone na pół). To ja wpadłem na pomysł, aby wystawie dodać komercyjny i nieco skandalizujący tytuł: Francuska miłość. Bo wiadomo: rysownik z Francji, a miłość francuska – to erotyczne określenie, którego nie trzeba wyjaśniać, które zbulwersuje i zainteresuje. Tym bardziej, że wśród otrzymanych do wglądu rysunków mistrza, jeden pasował do tego tytułu. W łóżku wyzywająca, naga kobieta wraz z czterema facetami, a na brzegu siedział smutny, nagi facet. Wystarczyło w oryginalnym dymku Wolinskiego wymienić treść tekstu na: „Znany rysownik francuski w Lublinie!” – co robiłem własnoręcznie, i to tak aby całość wyglądała spójnie. I każdy (a Wolinski na pewno) zrozumiał żartobliwą aluzję: i ten smutny, to… Wolinski!
Od razu dodam, wystawa miała miejsce w Towarzystwie Przyjaciół Sztuk Pięknych w Lublinie (ul. Grodzka 32/34), w dniach 3-14 października 1990.
Letraset i ksero. Ręczna robota w erze przed cyfrowej.
Pierwsza strona katalogu wyglądała identycznie jak plakat, ale miała nieco inne napisy. Nieprzypadkowo oba akcydensy wydrukowano w tym samym, granatowym kolorze, natomiast środek katalogu był już jaśniejszy, niebieski.
Również wybór rysunków do tego katalogu należał do mnie. Wszystkie rysunki poza jednym, miały teksty, których tłumaczenia otrzymałem od organizatorów. Minimalnie je zmieniłem, bo w humorze dokładne tłumaczenie może mieć wpływ na gorszy odbiór – po prostu rysunki mogły nie być tak śmieszne. Gdy to było gotowe, po usunięciu francuskich tekstów wpisałem własnoręcznie treści po polsku, a potem odpowiednio rozmieściłem je względem siebie.
To była ręczna robota – wtedy nie było skanerów i programów graficznych. Robiłem odbitki ksero. Część napisów zrobiłem przy użyciu letrasetu (teraz pewnie nikt nie wie co to takiego, poza tym na ostatniej stronie była biografia Wolinskiego (po polsku i francusku) oraz „stopka”. Po informacjach oficjalnych, była w niej informacja: Komisarz wystawy, oprac. graf. katalogu i projekt plakatu – Szczepan Sadurski, reprodukcja rysunków – Wojciech Sadowski, druk – GRAVIT.
To oznacza, że biegałem też na ul. Unicką (tam była wielka drukarnia i fotografowano tego typu materiały). A druk na Romajorku w Gravicie nadzorowałem osobiście i gdy druk ruszał sprawdzałem, czy wszystko jest jak należy.

Obiad z Wolinskim. Co go najbardziej zaskoczyło?
Wystawy i wernisażu kompletnie nie pamiętam, za to zapamiętałem osobiste spotkanie w Wolinskim. Oczywiście otrzymałem uzgodnione honorarium, ale też organizatorzy konferencji bardzo rozsądnie uznali, że powinniśmy się poznać.
Spotkaliśmy się na obiedzie w centrum Lublina, w restauracji hotelu Victoria: Wolinski, ja oraz jedna lub dwie osoby od organizatorów, które wesprą nas w tłumaczeniu rozmowy z polskiego na francuski i odwrotnie.
Obiad był wykwintny, choć nie pamiętam co podano. Dla mnie nie to było najważniejsze. Rozmawialiśmy o rysunkach, rysowaniu, francuskich wydawnictwach z rysunkową satyrą. Wolinski był bardzo zainteresowany, jak to wszystko odbywa się w Polsce. W którymś momencie wręczyłem mu moją książkę, wydaną przez lubelski oddział Krajowej Agencji Wydawniczej – Kwiatki Polskie.
Sekret czerwonych apli. Jak piraci zdziwili Francuza
Zaczął z uwagą oglądać niektóre rysunki, oceniając ich wygląd, bo polskiego przecież nie znał, a było sporo dymków z tekstami. A co francuskiego rysownika najbardziej zainteresowało? Osobę, której wydano szereg dużych, kolorowych albumów? Która widziała setki takich albumów z rysunkami oraz komiksami i którą trudno było czymś zaskoczyć, jeśli chodzi o takie publikacje? W pewnej chwili spytał: – „A po co są te czerwone aple na rysunkach?”.
Zgodnie z prawdą, odpowiedziałem, że w Polsce jest piractwo. Moje (i nie tylko moje) rysunki są w Polsce nielegalnie kopiowane bez wypłaty honorarium. Zadaniem czerwone apli jest techniczne utrudnienie każdemu wykorzystania rysunku bez mojej zgody.
Wtedy o tym nie pomyślałem, ale Wolinski mógł zrozumieć, że te rysunki są po prostu dobre. Gdyby było inaczej, nikt by ich nie kradł. I nie trzeba by używać „zabezpieczenia” w postaci czerwonych apli. A poza tym – szkoda, że nikt nie pomyślał aby wziąć aparat fotograficzny i uwiecznić to spotkanie.

Sensacja w archiwum, która czekała na odkrycie
O sympozjum, wystawie, Wolinskim i wszystkim co było z nimi związane, zapomniałem aż do chwili, gdy 7 stycznia 2015 gruchnęła sensacyjna wiadomość i zamachu na Charlie Hebdo, w którym zginął także Wolinski. Telewizyjne programy śniadaniowe zapraszały mnie, abym komentował to, co się wtedy działo.
Gdy niedawno solidnie przeszukiwałem archiwum, znalazłem nie tylko plakat i katalog wystawy. Także odbitki ksero dwóch artykułów z francuskiej prasy, jakie ukazały się w 1990 r. po sympozjum w Lublinie. Wydrukowano tu moje rysunki, okładkę „Kwiatków polskich” oraz informację na mój temat, której wcześniej (przez 36 lat!) nie przeczytałem. Zostałem nazwany „wschodzącą gwiazdą karykatury” („Sadurski une étoile montante de la caricature„).
Znając niektórych ludzi, pewnie mogą spytać: dlaczego piszesz o tym dopiero teraz? Odpowiadam: nie byłem świadom zawartości archiwum, a o temacie (wystawa Wolinskiego) zapomniałem. Była jednym z wielu wydarzeń w mojej karierze i nigdy nie uważałem, że szczególnie ważnym. Dziś piszę o takich sprawach książkę, więc wracam pamięcią także do mojego spotkania z Wolinskim.
Georges Wolinski w Lublinie: (c) Rysunki.pl
Zobacz też:
> Sadurski, Matejko i inni. Wystawa: The Best of Muzeum Karykatury
> Codziennik Prawny i RPO Janusz Kochanowski. Kulisy współpracy


