Gdy debiutowałem w „Świecie Młodych”, usłyszałem od jednego z redaktorów, że osobom niepełnoletnim redakcja honorariów nie wypłaca. Kilka miesięcy później listonosz przyniósł mi przekaz pocztowy z pierwszym wynagrodzeniem za opublikowane rysunki. Miałem wtedy 15 lat. Przeczytaj, jak wyglądały honoraria autorskie w PRL.
Debiut w „Świecie Młodych”
W 1980 r. redakcja wymyśliła konkurs polegający na rysowaniu i wysyłaniu pocztą rysunków przedstawiających nieistniejące ptaki. To było coś dla mnie! Narysowałem i wysłałem małe, kolorowe rysunki i wkrótce ukazały się hurtowo, w liczbie dziewięciu. Na stronie 4, w numerze 94 (14 sierpnia 1980).
Inicjatywa nazywała się Klub Zielonego Purchla, kierowała nią osoba podpisująca się Zielony Purchel, a nagrodą za publikację rysunków miał być… komplet zielonych liter. Nikt nie wiedział co to takiego, ale gdy dostałem je w dużej kopercie, zagadka sama się rozwiązała: to był pergamin formatu A4, a na nim komplet zielonych literek alfabetu, które można było nanieść przy pomocy żelazka na koszulkę, na przykład jako napis.
Ptaki-dziwaki i Klub Zielonego Purchla
Obok moich rysunków umieszczono krótki tekst:
Szczęście nie ma tu nic do rzeczy!
Ponieważ nagradzam wizerunki ptaszków-dziwaków nie drogą losowania, na ślepo, lecz najpierw dumam nad nimi godzinami, a potem wybieram najlepsze. Dlatego to wyjaśniam, bo autor malunków umieszczonych obok – Szczepan Sadurski z LUBLINA napisał mi w liście: „…w ogóle nie mam szczęścia do konkursów”. No i proszę: nie ma szczęścia, a WYGRAŁ KOMPLET ZIELONYCH LITER. Jego rysuneczki – przesłał ich dziewiętnaście – tak mi się spodobały, że – aby nie robić im konkurencji – zrezygnowałem dziś z mojej podobizny, którą wszak zawsze kończę kolejne spotkanie z Wami.
Dziś pierwsza większa porcja ptaszków-laureatów, opublikuję ich jeszcze dwie serie (oczywiście wielu innych autorów).

Pierwsze honorarium za rysunki
Wkrótce za tę publikację dostałem też prawdziwe honorarium w złotówkach. Listonosz przyniósł przekaz pocztowy i po pokwitowaniu otrzymałem prawie 300 złotych. Dla porównania, egzemplarz „Świata Młodych” kosztował wtedy 1,50 zł co oznaczało, że za wypłatę będą mógł kupić aż 200 numerów tej gazety.
Było to pierwsze wynagrodzenie, jakie otrzymałem za działalność twórczą.
Niżej fragment wywiadu ze mną – „Kreski jak Szpile” (Magazyn Razem nr 4(24), kwiecień 1986, str. 11-12:
„W tym samym roku miałem jeszcze kilka publikacji w „Świecie Młodych” – dostałem wtedy pierwsze pieniądze: za dziewięć rysunków niecałe trzysta złotych, ale było się już czym pochwalić”.

Talizman młodego autora
Przez kilkanaście kolejnych lat małą karteczkę potwierdzającą odebranie przekazu pocztowego na wspomnianą kwotę, przechowywałem niczym talizman. Miałem nadzieję, że podobnych przekazów wkrótce będzie coraz więcej. I faktycznie tak się stało.
Jak wypłacano honoraria autorskie w PRL
Dziś każdy ma konto bankowe, jednak w PRL-u tak nie było. Redakcji płacącej honoraria musiał wystarczyć adres pocztowy autora. Wypełniano druczek podzielony na trzy fragmenty. Największy trafiał do redakcji, drugi do autora, trzeci był dla poczty. Dzięki temu każda ze stron miała potwierdzenie, że kwotę zapłacono.

Stos przekazów pocztowych
Kolejnych przekazów już tak długo nie kolekcjonowałem. Szpilki, Radar, Tygodnik Kulturalny, inne redakcje, więc listonosz coraz częściej wchodził na drugie piętro kamienicy przy Bernardyńskiej w Lublinie. Odbierałem kolejne kwoty w gotówce, każdorazowo kwitując. I co jakiś czas „końcówkę” darowałem – tak wtedy dorabiali listonosze.
Tygodnik NIE płacił najszybciej
Szczególnie (nie tylko ja) pamiętam przekazy pocztowe od tygodnika NIE, gazety Jerzego Urbana ukazującej się od 1990 roku. Nakład był wtedy duży (chyba 700 tysięcy), honoraria dobre (może też dlatego, że niewielu autorów chciało tu drukować), ale przede wszystkim płacono błyskawicznie – w przeciwieństwie do innych redakcji.
Zdarzało się, że już w dniu gdy numer trafiał do kiosków, listonosz około południa stukał do drzwi, trzymając w ręku przekaz pocztowy.

Koniec przekazów pocztowych
Na przełomie lat 80 i 90 wiele się zmieniło. Polacy zaczęli mieć świadomość, że część zarobionych pieniędzy, to podatek dla państwa. Trzeba było wypełniać coraz dłuższe formularze (dla każdej redakcji oddzielny), do tego co roku składać rozliczenia roczne PIT oraz mieć własne konto bankowe.
Przekazy pocztowe niemal zniknęły. Zastąpiły je przelewy bankowe, a wraz z nimi skończyły się wizyty listonoszy, przynoszących autorom honoraria do domu.
Honoraria za rysunki w PRL: (c) Szczepan Sadurski / Rysunki.pl
Zobacz też:
> Srebrna Szpilka’86. Wystawa Szczepana Sadurskiego w redakcji „Szpilek”
> Szczepan Sadurski opuszcza Lublin. Wystawa w klubie Hades w 1993 roku


