Jak powstają rysunki satyryczne? Wielu osobom wydaje się, że wystarczy dobry dowcip i sprawna ręka. Zdarza się jednak, że stworzenie trafnego rysunku humorystycznego zaczyna się długo przed postawieniem pierwszej kreski. Trzeba poznać temat, zrozumieć ludzi, ich codzienną pracę i znaleźć pomysł, który będzie naprawdę przekonujący. Na podstawie moich wspomnień pokażę, jak wygląda cały proces tworzenia moich rysunków satyrycznych.
Ekstremalne przygotowania do kultowych ról filmowych
Gdy Christian Bale przygotowywał się do filmowej roli w filmie „Mechanik” (2004), tygodniami jadł codziennie tylko puszkę tuńczyka i jabłko. Schudł prawie 30 kilo i wyglądał jak szkielet.
Robert de Niro zanim wcielił się w rolę boksera (1980), przeszedł cykl wyczerpujących treningów i stoczył na ringu trzy profesjonalne, mordercze walki z zawodowcami.
Daniel Day-Lewis zanim zagrał skazanego („W imię ojca”, 1993), na 3 doby dał się zamknąć w lodowatej celi bez snu i jedzenia w prawdziwym więzieniu i kazał się traktować tak samo, jak wszyscy więźniowie.
Adrien Brody, zanim zagrał w „Pianiście” (2002), sprzedał dobytek, rozstał się z długoletnią partnerką oraz bez telefonu i pieniędzy wyjechał do Europy z jedną torbą.
W tym szaleństwie jest metoda. Przejmujące oscarowe role przeszły do historii kina. Gigantyczne pochwały krytyków i widzów, wewnętrzne przekonanie aktora, że już lepiej nie dało się wgryźć w rolę.
Dlaczego dobry rysunek zaczyna się od przygotowań
Ekstremalne, emocjonalne przygotowania aktorów do filmowych ról, wielu uznaje za niepotrzebne szaleństwo. Jednak totalne wejście w rolę, także na mnie robi wrażenie.
I pomyśleć, że sam to robię od lat, nie licząc na gaże liczone w milionach dolarów, nie myśląc o milionach widzów i Oscarach. Ja to robię jako rysownik, który wie, że nie ma drogi na skróty, jeśli chce zrobić coś wyjątkowego i mieć satysfakcję z dobrze wykonanej pracy.
Kalendarz, speedway i rugby – tak zdobywałem doświadczenie
Gdy w połowie lat 90. od „Polonijnego Świata Młodych” otrzymałem propozycję wykonania 12 plansz do kalendarza z polskimi strojami ludowymi, spędzałem wiele godzin na studiowaniu detali strojów na zdjęciach i ilustracjach. Nie zdziwiłbym się, gdyby do dziś pamiętały mnie panie z Biblioteki Uniwersyteckiej KUL przy ul. Chopina 27.
Gdy było wydrukowane, kalendarz rozesłano pocztą do prenumeratorów z wielu krajów świata. Dwie dekady później pliki ze strojami ludowymi na wesoło (odpowiednio wystrojone postacie z moich rysunków) wysyłałem gratisowo do Ameryki, Europy i Australii. Pokazywano je podczas polonijnych spotkań oraz ekspozycji.

Gdy założyłem Wydawnictwo Superpress w 1990 r. i planowałem wydanie książeczki „Speedway na wesoło”, po raz pierwszy w życiu poszedłem na stadion żużlowy przy Al. Zygmuntowskich w Lublinie. Oglądałem ligowe zawody siedząc wśród rozentuzjazmowanych fanów. Poczułem smród z silników i pył murawy wznoszący się spod kół motocykli na wirażach.
Tak powstawały pomysły do rysunków. Choć książeczka wydana przed pierwszym numerem „Dobrego Humoru” (wrzesień 1991) okazała się klapą, wiele mnie ten projekt nauczył. Kilka lat później „DH” sprzedawany w kioskach całej Polski, przekroczył 200 tys. nakładu, a książeczki wydawałem przez ponad dwie dekady.
Gdy poproszono mnie o stworzenie okolicznościowego rysunku-logo przed meczem Polska–Belgia (Stadion Budowlanych Lublin przy ul. Krasińskiego, 27 października 1985 r.), o rugby wiedziałem tyle, że piłka ma podłużny kształt. Pojechałem na stadion, dotknąłem piłki, trawy, zobaczyłem trybuny i trening zawodników.
Niektórzy mogą uznać mnie za dziwaka, perfekcjonistę, ideowca, fanatyka pracy. Ale ja tego potrzebowałem. Chciałem naprawdę wejść w temat, zrozumieć, poczuć. Efekt zawsze był dla mnie ważny, a docieranie do niego często nie jest zwyczajne i oczywiste. Każdy potem widzi tylko rysunek. Nie widzi pracy.

Rysunki dla Wrigley. Najpierw poznaj firmę, potem rysuj
Gigant Wrigley od 1996 r. w nowo wybudowanej fabryce w Poznaniu postawił linie produkcyjne, w których produkowano Winterfresh Mints, Orbit Drops i Airwaves Drops i inne gumy do żucia, które błyskawicznie zdobyły polski rynek dzięki telewizyjnym reklamom.
Gdy szykowano się do 10-lecia i dalszej ekspansji, w 2006 r. dostałem propozycję stworzenia cyklu humorystycznych rysunków. 9 na temat produkcji i 9 na temat biurowej pracy w tej konkretnej firmie. Cel: oryginalna, zabawna ekspozycja dla pracowników i kontrahentów firmy. Od razu napiszę: powstały, jednak nigdy nie zobaczyłem choćby jednego zdjęcia wystawy.

Jak powstawały rysunki humorystyczne dla Wrigley
Nie byłem już początkującym rysownikiem, nie mieszkałem już w Lublinie, ale filozofia pracy pozostała: jeśli mam coś naprawdę trafnego wymyślić i stworzyć, muszę zobaczyć na własne oczy i zrozumieć.
Uzgodniliśmy datę i godzinę przyjazdu. Przebrano mnie w fartuch i czepek ochronny (bo to sterylna produkcja) i ruszyłem na spacer po hali. Pstrykałem zdjęcia, co chwilę coś notowałem. Zobaczyłem maszyny podczas pracy i jak powstają produkty od A do Z. Oprowadzono mnie po najciekawszych miejscach, zaglądałem tam gdzie chciałem, zadawałem pytania pracownikom. Pewnie były banalne, ale chciałem zrozumieć jak to jest być pracownikiem takiej firmy, jakie są codzienne obowiązki i wyzwania.
Potem zaproszono mnie do pobliskiego budynku biurowego. Pomieszczenia open space (wtedy w Polsce to była nowość), kącik na kawę (Coffe corner), biurka, żaluzje, widok z okien, nazwy działów. Usiadłem za biurkiem, przez chwilę poczułem się jakbym tu pracował.
Wielu uzna, że to przesada. Jechać kilkaset km, chociaż można było dostać e-mailem zestaw zdjęć i sztampowe informacje o firmie w pliku doc.?
Już podczas wizyty w hali i biurach powstał zarys pierwszych pomysłów na rysunki, a kilka kolejnych powstało w drodze powrotnej pociągiem.

Proces tworzenia rysunku satyrycznego krok po kroku
Wypracowany przez mnie sposób pracy nie zmienił się od lat. Najpierw przedstawiam klientowi tekstowy opis co ma być na rysunkach i jakie mają się pojawić teksty dialogowe. Gdy klient zaakceptuje lub zgłosi propozycje zmian, wspólnie zmieniamy.
Gdy to jest gotowe, tworzę szkice ołówkiem. To co uzgodniliśmy, rysuję i pokazuję wizualizację. Klient może zgłaszać propozycje zmian. Na końcu powstają finalne rysunki, skanowanie, wysyłka pocztą elektroniczną, faktura, płatność.
Czy podczas rysowania żułem gumę Wrigleys? Tak, chociaż przecież nie musiałem.
Dlaczego nie ma drogi na skróty
Czy taka praca ma sens? Po co to robić, skoro ma po prostu powstać cykl rysunków humorystycznych? Powstałyby pewnie i bez tego, ale czy miałyby to „mięso”? Czy osoba która to ogląda (na przykład z Wrigleysa) nie uznałaby, że coś jest nie tak, coś nie pasuje? Że powierzchowne i niezbyt trafne?
Nie odpowiem na te pytania, ale jeśli nadarzy się okazja, kiedyś porozmawiam o tym z Robertem de Niro, Adrienem Brody, Danielem Day-Lewisem albo Christianem Bale. Może nie przy koniaku (nie lubię) albo Coli (słodkich napojów gazowanych staram się unikać), ale na pewno wezmę ze sobą legitymację Partii Dobrego Humoru, którą osobiście wręczę rozmówcy.
Jak powstają rysunki satyryczne: (c) Szczepan Sadurski / Rysunki.pl
Zobacz też:
> Karykatury na żywo w Poznaniu i woj. wielkopolskie jako atrakcja na event
> Dlaczego spędziłem noc z prezesem stowarzyszenia karykaturzystów


