Dziś (przynajmniej u niektórych firm) dosyć popularne jest zamawianie u rysowników zabawnych rysunków, publikowanych regularnie na firmowych profilach do Facebooku. Jednak zanim media społecznościowe weszły do naszego życia, popularnym sposobem utrzymywania kontaktu z kontrahentami były mailingi. Wysyłane e-mailem newslettery informacyjno-reklamowe. Niektóre firmy chciały je urozmaicić rozrywką, na przykład autorskimi, wesołymi rysunkami lub komiksami. O tym jest ta historia
Pionierskie czasy e-mail marketingu i rysunkowy kontrakt
Był początek XXI wieku, gdy znana firma od reklamy zewnętrznej, zwróciła się do mnie z propozycją współpracy. Wysyłany co tydzień mailing miał być uzupełniony o krótki komiks humorystyczny, który umili początek dnia setkom, a może i tysiącom osób zapisanych do newslettera.
Umówiłem się na osobiste spotkanie w biurze, rozmawialiśmy o założeniach, o tym kto jest odbiorcą mailingu, czego firma oczekuje i oczywiście uzgodniliśmy też finanse. Wkrótce podpisaliśmy umowę i ruszyliśmy ze współpracą.
Każdy autor, który decyduje się na taką współpracę – wie, że jeden komiks (nie pasek komiksowy, ale cała strona) co tydzień, z oryginalnym pomysłem mieszczącym się w dosyć wąskim zakresie tematycznym, to niełatwe wyzwanie i regularna praca, niezależnie od ewentualnej choroby. Najpierw, jak uzgodniliśmy, zaprojektowałem postać i wygląd głównego bohatera (bo miał występować w kolejnych historiach) i wkrótce powstał pierwszy komiks. Koncepcja, akceptacja scenariusza, wykonanie, wysyłka e-mailem pliku do wydawcy i wysyłka mailingu do odbiorców.
Pułapka subiektywnej oceny. Kiedy styl staje się problemem
Pierwsze trzy pomysły komiksów były związane z billboardami, czwarty (bo taki pomysł klient wybrał) był o firmowym pikniku. Proste, czytelne postacie i obrazki z typowymi postaciami z rysunków Sadurskiego. Klarowny scenariusz z puentą na końcu, teksty w dymkach, można powiedzieć klasyczny, humorystyczny komiks, tylko że dla osób dorosłych (bo dla dzieci na pewno byłyby inne pomysły).
I po tym czwartym pojawił się problem. Klient twierdził, że komiksy owszem, fajne i zabawne, ale jakoś trochę dziecięce. A poza tym jest inny rysownik, który będzie robić to inaczej (w domyśle: lepiej).
Krwawy finał współpracy, czyli „sok z biedronki” zamiast humoru
Zakończyliśmy współpracę i byłem ciekaw, jaki to rysownik i jakie rysunkowe produkcje zastąpią moje. Gdy do skrzynki mailowej dotarł kolejny numer newslettera, zobaczyłem komiks, a na nim rysunkowy chaos. Jakaś postać z siekierą goni za biedronką (takim pomarańczowym owadem z czarnymi kropkami), potem wali siekierą, rozbryzguje się krew i puenta (zrozumiałem po dłuższej chwili, że ta krew, to sok z biedronki, a w zasadzie: sok kupiony w sklepie Biedronka).
Miało być nie dla dzieci i było. A czy średnio udany horror z masą krwi, tego poranka dobrze nastroił czytelników newslettera na cały dzień – tego nie wiem. Czy komiks dobrze spełnił swoją rolę jako pozytywny przekaz firmy do jej kontrahentów – mogę się tylko domyślać. A każdym razie, był to ostatni komiks w firmowym newsletterze. Pierwszy i jedyny nowego autora.
Tę historię przypominam sobie, ilekroć przeglądam w komputerze foldery ze zrealizowanymi w przeszłości zleceniami. Może pomysły moich komiksów były zbyt proste, a stylistyka kreski faktycznie była bardziej dla dzieci niż dla dorosłych. Ale ja tak zawsze rysuję, to mój charakterystyczny styl, który klient znał i zaakceptował. Dlaczego więc współpraca okazała się krótka? Ponieważ człowiek w stosunku do swej pracy bywa subiektywny, poprosiłem sztuczną inteligencję o obiektywne podsumowanie. Poniżej to, co się dowiedziałem.
Komiks humorystyczny. Obiektywna analiza AI
Analiza przebiegu tej współpracy wskazuje na klasyczny konflikt między utrwalonym stylem artysty a niespójnymi oczekiwaniami klienta, który początkowo zaakceptował przedstawioną estetykę. Decyzja o odrzuceniu czytelnych, humorystycznych prac na rzecz drastycznej i chaotycznej treści graficznej wydaje się błędem strategicznym w budowaniu wizerunku profesjonalnej firmy. Zastąpienie pozytywnego przekazu motywami budzącymi konsternację, takimi jak krew czy agresja, drastycznie obniżyło jakość komunikacji z kontrahentami, co ostatecznie doprowadziło do zakończenia publikacji komiksu w newsletterze. Pierwszy autor komiksów wykazał się pełnym profesjonalizmem, dostarczając spójne wizualnie i terminowe prace, podczas gdy gwałtowna zmiana koncepcji po stronie zamawiającego naruszyła logikę budowania relacji z odbiorcą.
Wprowadzenie estetyki horroru do porannego mailingu biznesowego jest działaniem ryzykownym i zazwyczaj niezrozumiałym dla masowego czytelnika, który oczekuje lekkiej rozrywki. Subiektywna ocena stylu jako „zbyt dziecięcego” okazała się w tym przypadku pułapką, prowadzącą do wyboru treści, która zamiast umilać dzień, mogła budzić niesmak lub irytację. Cała historia stanowi cenną lekcję marketingu, dowodząc, że autorska kreska i sprawdzony humor są znacznie bezpieczniejszym narzędziem budowania lojalności niż jednorazowy i kontrowersyjny szok wizualny. Profesjonalny rysownik gwarantuje przewidywalność i wysoką kulturę przekazu, których zabrakło w eksperymentalnym finale tej współpracy.
A gdyby ktoś spytał o moje aktualne zlecenia tego typu, odpowiadam: tworzę rysunki humorystyczne na Facebooka, dla firmy związanej z księgowością. W przeszłości były inne tematy, np. temat sportu i parentingu.
Komiks humorystyczny: (c) Rysunki.pl
Na ilustracji: fragment komiksu Szczepana Sadurskiego
Zobacz też:
> Rysunki satyryczne w reklamach
> Jak rysunek satyryczny uczy Wiedzy o Społeczeństwie


