Dziś, gdy każdy z nas może skopiować wszystko – choćby zrobić zdjęcia smartfonem albo zeskanować w domu skanerem do komputera, w dodatku całkiem za darmo, wiele codziennych oraz zawodowych spraw uprościło się nieprawdopodobnie. Tymczasem w latach 80. i 90. kserokopiarki i usługi xero święciły w Polsce triumfy. Może nie było ich tyle co dziś Biedronek czy Żabek, ale punktów, gdzie można było coś skopiować, było sporo – przynajmniej w większych miastach
Ostatnie lata cenzury
W stanie wojennym była cenzura, powstawały nieoficjalne publikacje podziemne / solidarnościowe i nie było szans, aby ktoś zeskanował / skopiował cokolwiek. Jednak gdy cenzura zelżała, drobni biznesmeni zwietrzyli szansę na zarobek. Wystarczyło wynająć nieduży lokal, najlepiej w miejscu gdzie przechodziło dużo ludzi (najlepiej studentów), zainwestować w kserokopiarkę (ciekawe skąd to sprowadzali, z Niemiec?) i biznesowy sukces był murowany. Gdy można było wszystko kopiować, Polacy ruszyli do punktów xero.
Kopiowanie rysunków – udogodnienie dla rysownika
Jako młody rysownik satyryczny, któremu szkoda było wysyłać oryginały rysunków i komiksów do różnych redakcji (do dziś żałuję wielu plansz komiksów, które, wysłane na konkurs redakcji „Radaru”, zniknęły bezpowrotnie) nadarzyła się okazja powielania rysunków. Oczywiście czarno-białych, bo kolorowych kserokopiarek nie było.
Krótko mówiąc: w domu tworzyłem rysunek satyryczny a częściej kilka, wkładałem do teczki i szedłem skserować – najlepiej robiąc po dwie-trzy kopie. Oryginał zostawał u mnie, a odbitki xero mogłem zapakować do dużej koperty, zaadresować i wysłać pocztą do dowolnej redakcji. Niejeden dziś po zapyta: Po co? Nie można było wysłać e-mailem? Hola, hola! Na Internet trzeba było jeszcze trochę poczekać.
Xero w Warszawie
Niedługo po stanie wojennym, na pewno w okresie 1983-1987, miałem swój ulubiony punkt xero przy Jerozolimskich. Mieszkałem wtedy w Lublinie, co miesiąc do teczki wkładałem rysunki z ostatnich tygodni, wsiadałem w pociąg na stacji Lublin Główny (Północnego wtedy chyba jeszcze nie było) i wysiadałem na stacji Warszawa Centralna. I do tego punktu! Skserowane rysunki były gotowe do dystrybucji, nieopodal na Placu Trzech Krzyży była redakcja Szpilek – to był obowiązkowy punkt mojej comiesięcznej trasy, ale była też redakcja Radaru i innych.
W różnych redakcjach zostawiałem kolejną porcję rysunków, a dokładniej: ich kserokopii, które potem ukazywały się w druku. Często nawet nie umawiałem się telefonicznie. Najgorsze, co zapamiętałem z tych wizyt, to wszechobecny odór dymu papierosowego w tych redakcjach. Jak zimą nakładałem sweter pod kurtkę, to po powrocie do Lublina cały śmierdział.
Czarny humor
Czasem pojawiał się problem z czernią na rysunku. Nie mogło jej być za dużo, bo zużywało się za dużo czarnego tuszu. Zdarzało się, że osoba od obsługi życzyła sobie 2, a nawet 3 razy większej zapłaty za zrobienie kopii. Pamiętam, zrobiłem karykaturę premiera Mazowieckiego dźwigającego Polskę i niestety dałem dużo czarnego – aby wyeksponować napis POLSKA. Musiałem podjąć decyzję: robię xero albo płacę extra. Zapłaciłem, choć honorarium za rysunki było wtedy kiepskie, więc usługa kosztowała tyle, co połowa honorarium za publikację rysunku. Przez jakiś czas wystrzegałem się większej ilości czerni na rysunkach.
Lubelski duch cenzury
Ale to jeszcze nic w porównaniu z pewnym panem od xero w centrum Lublina, który odmówił mi zrobienia xero po tym, jak wcześniej sam zabawił się w cenzora. Zainteresowała go treść rysunku, który raczej nie był pochlebny dla ówczesnej władzy. Zażądał pieczątki cenzorskiej i to był warunek, żeby zechciał zrobić xero mojego rysunku. Byłem szalenie zdziwiony, w zasadzie oburzony, ale on był stanowczy: – Proszę pana, kilka ulic całej jest urząd cenzury, pójdzie pan, ocenią czy można, przystawią pieczątkę, wróci pan do mnie i wtedy zrobię xero.
Na nic zdały się tłumaczenia, że to tylko jedna odbitka, a nie „nielegalna” działalność antyrządowa. Zaraz zaniosę ją do Kuriera Lubelskiego i pewnie jutro ten rysunek wydrukują. Nie zrobiłem odbitki, nie poszedłem do urzędu cenzury, a historia pokazuje jak niektórzy wciąż bali się powrotu cenzury i po prostu nieprzyjemności, a może nawet konfiskaty kserokopiarki czyli źródła dochodu.
Xero i Dobry Humor
Temat xero wrócił do mnie w 1991 roku, gdy zacząłem wydawać Dobry Humor. Na laserowych wydrukach złamanych stron Dobrego Humoru z drukarki formatu A4, niestety nie można było wmontować rysunków. Teksty, tytuły – tak, ale nie rysunki. Taka technologia. W Lublinie
były mniejsze odległości, ale po przeprowadzce do Warszawy na Tarchomin przez miesiące musiałem jeździć na Bródno (na Tarchominie nie było punktu xero) i tu zmniejszać rysunki (najczęściej) A4 do średnio 5-10 cm podstawy. Wymagało to kilkukrotnych zmniejszeń, bo maksymalnie jednorazowo można było zmniejszyć dwukrotnie. Potem te miniatury wklejałem w zaplanowane miejsce i gotowe strony szły do drukarni.
Gdy dojeżdżanie stało się kłopotliwe, biznes kwitł, a kserokopiarkę A3 można było kupić za jakieś 3500 zł (ówczesnych!), kupiłem ją i służyła przez kilka lat. Nie musiałem tracić czasu na dojazdy na Bródno. Potem się jej pozbyłem, choć niektórzy na moim miejscu pewnie próbowaliby sprzedać bo całkowitym trupem nie była. Ale gdzie? Gdyby wtedy był Internet…
Xero XXI wieku
Właśnie wróciłem z Żabki. Przy wejściu zobaczyłem samoobsługową kserokopiarkę, która jak się okazało stoi dopiero od 4 dni i można z niej korzystać. Ciekawe, czy wkrótce wrócą uliczne automaty telefoniczne, wypożyczalnie kaset video i magnetofony szpulowe.
Kserokopiarki: (c) Rysunki.pl
Foto: Radomil / cc by-sa 3.0
Fragment wspomnieniowej książki, jaką obecnie pisze Szczepan Sadurski. Obecnie na jego temat powstaje film dokumentalny.
FAQ i podsumowanie. Xero, cenzura i humor
Kiedy kserokopiarki stały się popularne w Polsce? Usługi xero zaczęły święcić triumfy w Polsce pod koniec lat 80. i na początku 90., stając się kluczowym narzędziem dla studentów, biznesmenów oraz artystów, takich jak Szczepan Sadurski, którzy dzięki nim mogli powielać swoje prace bez oddawania oryginałów redakcjom.
Czy cenzura w PRL obejmowała także punkty xero? Tak, zdarzały się przypadki, w których właściciele punktów xero, w obawie przed konsekwencjami lub konfiskatą sprzętu, odmawiali kopiowania treści satyrycznych bez pieczątki z urzędu cenzury. Taką historię z Lublina opisuje w swoich wspomnieniach Szczepan Sadurski.
Jak powstawał legendarny Dobry Humor? Na początku lat 90. technologia nie pozwalała na łatwe montowanie rysunków w cyfrowych składach. Szczepan Sadurski musiał ręcznie zmniejszać rysunki na kserokopiarkach, a potem ręcznie wklejać te miniatury w makiety stron, które trafiały do drukarni.
Zobacz też:
> Karykaturzysta – karykatury na żywo w Lublinie
> Ciekawostki o epoce PRL-u


