Zaczyna się od ciszy. Tej gęstej, nienaturalnej ciszy, która zapada w starym, pustym domu tuż po tym, jak na ścianie zawiśnie nowy nabytek z antykwariatu. Właściciel, dumny z okazyjnej ceny, kładzie się spać, nieświadomy, że oczy namalowanej postaci właśnie lekko drgnęły. W nocy nie słychać kroków – słychać tylko cichy szelest pękającej farby, jakby postać z płótna próbowała złapać oddech w naszym świecie. Rano temperatura w pokoju spada o kilka stopni, a pies odmawia wejścia do salonu, warcząc na kawałek płótna zamknięty w złoconej ramie. To nie jest początek horroru klasy B. To rzeczywistość tysięcy ludzi, którzy przez wieki wierzyli – i wierzą nadal – że obrazy to nie tylko pigment i olej, ale naczynia, w których można zamknąć nienawiść, klątwę, a nawet śmierć
Malarstwo zniesławiające: Publiczne Voodoo renesansu
Zanim wynaleziono internetowy hejt i cancel culture, we Włoszech epoki renesansu istniała instytucja zwana pittura infamante. Było to malarstwo zniesławiające, uprawiane na zlecenie władz miejskich. Gdy ktoś dopuścił się zdrady, uciekł z długami lub złamał przysięgę, wynajmowano artystę – bywało, że z najwyższej półki, jak Sandro Botticelli czy Andrea del Sarto – by namalował wizerunek przestępcy.
Nie był to jednak zwykły portret. Skazańca malowano w upokarzających pozach: wiszącego za jedną nogę na szubienicy, często w towarzystwie węży lub innych symboli zła. Obrazy te umieszczano w miejscach publicznych, na fasadach pałaców. Dla ówczesnych widzów nie była to tylko przestroga. Wierzono w magiczne powiązanie wizerunku z ciałem. Upokarzanie portretu miało realnie wyniszczać fizycznie osobę portretowaną, odbierając jej siły, zdrowie, a ostatecznie doprowadzając do obłędu lub zgonu. Było to państwowe Voodoo, sankcjonowane przez prawo i wykonywane rękami mistrzów.
Dlaczego zamawiano klątwy? Psychologia zemsty
Możemy zadać sobie pytanie: po co zadawać sobie tyle trudu? Odpowiedź kryje się w głębokim przekonaniu, że sztuka jest formą kreacji rzeczywistości. Zamawiający „portret zemsty” nie chciał po prostu pamiętać o swoim wrogu. Chciał mieć nad nim władzę.
W wielu kulturach wierzono, że obraz kradnie fragment duszy modela. Jeśli artysta podczas malowania skupiał się na nienawiści, a do farb dodawał „specyficzne” składniki (jak ziemia z grobu, krew czy spalone włosy ofiary), obraz stawał się czymś w rodzaju lalki Voodoo w formacie XXL. Zamawiający wierzyli, że dopóki obraz niszczeje w wilgotnej piwnicy, dopóty ich wróg będzie gnił za życia. Była to forma sprawiedliwości tam, gdzie prawo nie sięgało – zemsta cierpliwa, cicha i nieubłagana.
Wykonawcy: Między kunsztem a strachem
Co na to artyści? Czy malarz, kładąc laserunki na twarz „przeklętego”, wierzył w swoje czarnoksięskie moce? Tu historia dzieli wykonawców na dwie grupy.
Dla wielu wielkich mistrzów, jak wspomniany Botticelli, było to po prostu rzemiosło wykonywane na zlecenie potężnych rodów, jak Medyceusze. Malowali „wisielców” dla pieniędzy, choć zachowane zapiski sugerują, że robili to niechętnie – nie ze strachu przed magią, ale z obawy przed zemstą rodów sportretowanych osób.
Istniała jednak druga grupa – artyści-okultyści. Ludzie tacy jak Austin Osman Spare czy później Ivan Albright, wierzyli, że akt tworzenia jest aktem magicznym. Dla nich pędzel był różdżką. Wierzyli, że linie, które kreślą, mogą wiązać energię. Wielu malarzy bało się kończyć niektóre portrety, czując, że postać na płótnie zaczyna „żyć własnym życiem”. Krążyły legendy o malarzach, którzy po ukończeniu „złego” obrazu ślepli lub tracili władzę w dłoniach, jakby siła, którą przywołali na płótno, obróciła się przeciwko nim.
Przeklęte obrazy, które wstrząsnęły światem
Historia zna przypadki, których nie da się łatwo zbyć uśmiechem politowania.
Płaczący chłopiec (The Crying Boy)
W latach 80. w Wielkiej Brytanii strażacy donosili o serii pożarów, w których domy spłonęły do fundamentów, a jedynie obrazek przedstawiający płaczące dziecko pozostawał nietknięty. Histeria była tak duża, że ludzie masowo palili te obrazy w publicznych ogniskach, wierząc, że uwięziony w nich duch sieroty szuka zemsty za swój los.
Portret Doriana Graya w rzeczywistości
Ivan Albright namalował do filmu z 1945 roku portret gnijącego Doriana. Obraz był tak sugestywny i „zły”, że ekipa filmowa odmawiała przebywania z nim w jednym pomieszczeniu po zgaszeniu świateł. Sam Albright twierdził, że malując rozkład, czuł, jakby sam karmił się tą destrukcyjną energią.
The Hands Resist Him
Słynny obraz Billa Stonehama, znany jako „nawiedzony obraz z eBay”. Właściciele twierdzili, że postacie dzieci z obrazu wychodzą w nocy, a urządzenia elektroniczne w pobliżu płótna same się psują. Nawet jeśli to tylko sugestia, siła oddziaływania tego wizerunku na psychikę jest niezaprzeczalna.
Sztuka jako forma czarnoksięstwa
Współczesna nauka mówi o „reakcji emocjonalnej” i „sugestii”. Ale czy to wyjaśnia wszystko? Wiara w to, że obraz może zabijać, wynika z fundamentalnego lęku przed tym, co wizerunek o nas mówi. Portret to zatrzymanie czasu, a to samo w sobie jest aktem nienaturalnym.
Dziś, w dobie cyfrowych zdjęć, zapomnieliśmy o szacunku i strachu, jaki budziło kiedyś ręcznie malowane płótno. Jednak w starych galeriach, gdzie oczy portretów sprzed wieków zdają się podążać za Twoim każdym krokiem, łatwo odzyskać tę pierwotną wiarę. Może niektóre obrazy rzeczywiście nie są tylko dekoracją? Może są pułapkami, w których ktoś dawno temu zamknął coś, co nigdy nie powinno zostać uwolnione?
Przeklęte obrazy: (c) Malarstwo Rysunki.pl / GM
QUIZ: Czy Twój domowy obraz jest nawiedzony?
Sprawdź, czy Twoje ulubione płótno to tylko dekoracja, czy może… coś znacznie mroczniejszego. Odpowiedz na 5 pytań i przekonaj się, czy powinieneś zacząć się niepokoić.
1. Czy masz wrażenie, że postać na obrazie śledzi Cię wzrokiem, niezależnie od tego, w którym miejscu pokoju stoisz?
- A. Nie, to tylko złudzenie optyczne (tzw. efekt Poggendorffa).
- B. Czasem mam takie wrażenie, ale staram się o tym nie myśleć.
- C. Tak, i jest to spojrzenie pełne niechęci lub gniewu.
2. Jak reagują zwierzęta domowe na obecność tego obrazu w pomieszczeniu?
- A. Zupełnie go ignorują.
- B. Czasem wpatrują się w niego w ciszy przez dłuższą chwilę.
- C. Omijają ten kąt pokoju, warczą lub jeżą sierść bez wyraźnego powodu.
3. Czy zauważyłeś dziwne zmiany fizyczne na płótnie, których wcześniej nie było?
- A. Nie, obraz wygląda tak samo jak w dniu zakupu.
- B. Pojawiło się kilka nowych pęknięć (pewnie to kwestia wilgotności).
- C. Kolory wydają się ciemnieć, a rysy twarzy postaci stały się jakby… ostrzejsze lub bardziej złowrogie.
4. Co dzieje się z temperaturą w pobliżu miejsca, gdzie wisi obraz?
- A. Jest taka sama jak w całym domu.
- B. Czasami czuję tam lekki powiew chłodu, ale to pewnie nieszczelne okno.
- C. W tym kącie zawsze panuje lodowate zimno, nawet gdy ogrzewanie działa na maksimum.
5. Jakie emocje towarzyszą Ci, gdy patrzysz na to dzieło przez dłuższą chwilę?
- A. Spokój, podziw dla kunsztu artysty.
- B. Lekki niepokój, ale to pewnie przez mroczną kolorystykę.
- C. Nasilający się lęk, ból głowy lub nagła chęć opuszczenia pomieszczenia.
WYNIKI:
- Większość odpowiedzi A: Śpij spokojnie. Twoje obrazy to czysta sztuka. Ciesz się ich pięknem, nie mają w sobie ani krzty magii (chyba że tej artystycznej!).
- Większość odpowiedzi B: Bądź czujny. Twoja wyobraźnia pracuje na wysokich obrotach lub obraz posiada specyficzną energię. Może warto sprawdzić jego historię w antykwariacie?
- Większość odpowiedzi C: Czas na egzorcystę… lub zmianę wystroju. Wyniki sugerują, że Twoje płótno może posiadać „osobowość”. Jeśli w Twoim domu dzieją się niewytłumaczalne rzeczy, rozważ schowanie go na jakiś czas do piwnicy. Ale pamiętaj – z piwnicy łatwiej jest wrócić…
Udostępnij swój wynik na Facebooku i sprawdź, co wisi na ścianach u Twoich znajomych.
Zobacz też:
>
>


