Czasopisma z dowcipami Superpressu (Dobry Humor i kilka innych), które wydawałem od 1991 roku, to tysiące opublikowanych dowcipów, ale też rysunków. A rysunki to autorzy, bez których tych stron by nie było. Zarówno profesjonaliści, jak i amatorzy zaczynający swoją przygodę z gazetową kreską. Oto moje wspomnienia o ludziach, którzy tworzyli legendę Superpressu.
Od zeszytu w kratkę do 20 tysięcy nakładu
Pierwsze numery miesięcznika Dobry Humor (wrzesień 1991) ilustrowałem wyłącznie sam. Moja pasja zaczęła się jednak znacznie wcześniej. Już w 1979 roku, jako uczeń podstawówki, tworzyłem unikalny, jednoegzemplarzowy miesięcznik „Złodziej”. Było to moje prywatne laboratorium humoru, w którym powstało ponad 100 numerów. Marzenie o prawdziwej gazecie spełniło się 12 lat później, gdy DH zadebiutował w kioskach w całym kraju z nakładem 20 tysięcy egzemplarzy.
Początkowo wszystko robiłem sam, ale rozwój wydawnictwa i głód nowych treści sprawiły, że zabrakło mi czasu. Zaprosiłem kolegów po fachu, a lawina ruszyła – do redakcji zaczęły spływać rysunki od autorów z całej Polski.
„To wy naprawdę płacicie?”. Kulisy honorariów
W Superpressie od początku obowiązywała zasada: za dobrą pracę należy się zapłata. Honoraria lub nagrody pieniężne (dla osób niepełnoletnich) były standardem, co w tamtych czasach nie dla każdego było oczywiste. Pamiętam rysownika z Angory, który po publikacji w Twoim Dobrym Humorze był w ciężkim szoku, że otrzymał pieniądze. – To wy płacicie? Myślałem, że u was, tak jak w X, drukuje się za darmo! – stwierdził zdumiony, po czym zasypał nas nowymi pracami.

Zdjęcia fanów, która dziś byłyby nielegalne
Przy Super Dowcipach postawiłem na interakcję, o jakiej dzisiejsi influencerzy mogą pomarzyć. Telefonowałem do czytelników, organizowałem konkursy i osobiście targałem paczki z nagrodami na pocztę. Legendarna rubryka „Twoja gęba w gazecie” pozwoliła opublikować ponad 850 zdjęć fanów. W dzisiejszych czasach RODO i zgód prawnych, taka akcja byłaby logistycznym koszmarem, wtedy – budowała najsilniejszą społeczność w Polsce.
Uwaga, talent! Jak zaczynali rysownicy
W 1996 roku otworzyłem drzwi dla debiutantów w rubryce „Uwaga, talent!”. Pojawiły się tam pierwsze kreski Marka Lenca, Przemka Krzykawiaka czy Sebastiana Reraka. System był prosty: jeśli jesteś dobry – drukujemy. Jeśli kradniesz pomysły – trafiasz na publiczną „listę antytalentów”. To skutecznie wyeliminowało plagiatorów i pozwoliło rozbłysnąć dziesiątkom zdolnych ludzi.

Prezentacje, które zmieniały życie 15-latków
Od 1996 roku Super Dowcipy zaczęły publikować pełne, całostronicowe prezentacje autorów. Arkadiusz Adamczewski, Marek Lenc, Agnieszka Walczak – to byli wtedy nastolatkowie, którzy dziś mają po 40-50 lat. Dawałem im to, co sam dostałem jako 14-latek debiutujący w „Świecie Młodych”: czystą radość z zobaczenia swojego nazwiska w ogólnopolskim druku. Dla wielu z nich był to impuls, by związać życie ze sztuką.

Czy wspieranie talentów to tylko biznes?
Pamiętam gorzką dyskusję w Zarządzie Głównym stowarzyszenia karykaturzystów. Gdy padł pomysł przyznania mi nagrody Eryka za promowanie młodych twórców, ucięto go krótko: – To jego biznes, on na tym zarabia. Dla środowiska „poważnych” artystów masowe odkrywanie talentów przez wydawcę było zbyt komercyjne, by zasłużyć na pochwałę. Cóż, setki zadowolonych debiutantów były dla mnie ważniejszą nagrodą.

Krakowski wernisaż – fani, punk Franek i róże
25 września 1998 roku w Krakowie wydarzyło się coś niezwykłego. Na moją wystawę przyjechały osoby z całego kraju – niektórzy pokonali ponad 200 km, by dostać autograf z punkiem Frankiem. Najważniejsze jednak było to, że w jednej sali spotkali się rysownicy, którzy do tej pory znali się tylko z łamów moich gazetek. Wymiana adresów, wspólne rozmowy i integracja środowiska – to był prawdziwy cel moich działań.
Wspomnienia, które nie blakną
Dziś, z perspektywy 2026 roku, patrzę na tamte czasy z sentymentem. Wiem, że dla wielu osób te pierwsze publikacje w Superpressie były kluczowym momentem młodości. Choć wielu z nich zajmuje się dziś czymś zupełnie innym, rysunki w archiwach i wspomnienia wspólnej przygody pozostały. I to jest w tym wszystkim najcenniejsze.
Rysownicy Superpressu: (c) Szczepan Sadurski / Rysunki.pl
Zobacz też:
> Dowcipy o Murzynach – najsłynniejsza spośród 777 publikacji Superpressu
> Skandal w PRL-u. Wypowiedzi VIP-ów o rysunku Sadurskiego


