Telewizja lubi efekt końcowy, ale znacznie ciekawsze bywają historie, które wydarzyły się jeszcze przed włączeniem kamer. Kilka razy miałem okazję współpracować przy programach telewizyjnych jako rysownik, poznałem także mniej ciekawą stronę takich propozycji. Były obiecujące rozmowy, konkretne ustalenia, a nawet gotowe pomysły na współpracę — i wszystko nagle się kończyło.
Jabłczyńska, Grochola i inni
W ostatnich dniach Polska żyje obsadą „Nigdy w życiu 2” czyli kontynuacją dosyć popularnego filmu z 2004 roku. A raczej tym, jak ta obsada podobno wyglądała i czemu Joanna Jabłczyńska nie dostała roli, choć podobno początkowo dostała. Zrobiła się publiczna awantura. Posypały się nie zawsze miłe wypowiedzi osób zainteresowanych, z tym związane. Jabłczyńska, Katarzyna Grochola, Dorota Szelągowska.
Zaraz potem pewien pan z TVP przyznał się, że jego kilkuletnia córka wygrała casting do jakiegoś filmu. Ale potem rolę dostała jednak całkiem inna mała dziewczynka, choć jego zapomniano poinformować.
Ponieważ odsłanianie kulisów współpracy z producentami filmowymi stało się w ostatnich dniach naszym narodowym sportem, postanowiłem i ja dorzucić swoje trzy grosze.
Moje rysunki w programach telewizyjnych
Współpracowałem przy telewizyjnych produkcjach, tworząc rysunki humorystyczne wykorzystywane w cyklicznych programach. Najczęściej kamera rejestrowała proces powstawania rysunku. Dwa cykliczne programy, które tak ilustrowałem prowadziła Dorota Wellman, jeden Joanna Brodzik. Później były kolejne programy, w innych stacjach telewizyjnych. Poznałem nieco meandrów telewizyjnych produkcji. Dostawałem też co jakiś czas kolejne propozycje.
Miałem rysować cotygodniowe komentarze
Gdy kilkanaście lat temu miał ruszyć nowy program w jednym z najbardziej znanych kanałów Telewizji Polskiej, otrzymałem propozycję. Miałem wymyślać i tworzyć rysunkowe komentarze aktualnych wydarzeń, pokazywane raz w tygodniu. Koniecznie premiery, wcześniej u nikogo nie pokazywane i nie publikowane.
Ze znaną panią redaktor-producentką spotkałem się w Blue City w Warszawie, aby uzgodnić szczegóły: co, jak, kiedy, za ile. Bo rozmowa telefoniczna to nie to, co osobista, robocza i konkretna rozmowa. Wkrótce zatelefonowała i potwierdziła współpracę, która miała ruszyć za 2–3 tygodnie.
Gdy media zaczęły informować, że program startuje za kilka dni, a do mnie nikt nie dzwonił, zatelefonowałem do pani redaktor-producent. Studio, dużo ludzi, sympatyczna wcześniej i bardzo konkretna rozmówczyni, nie miała czasu podejść do słuchawki lub nie miała ochoty. Jedyne czego się dowiedziałem od innej osoby po kilku minutach czekania na linii, że jednak współpraca jest nieaktualna.
Byłem ciekaw, czy zrezygnowali z rysunku, czy może znaleźli lepszego wykonawcę. Znaleźli. Jakiś młody człowiek coś tam narysował, pokazał się, ale chyba uznali, że jest to kiepskie, bo kilka tygodni później zniknął z anteny. Wkrótce jego miejsce zajął znany rysownik. Niestety były to powtórki z prasy, które znałem ja i na pewno widzowie też. Ta współpraca też szybko się zakończyła. I do rysunków już nie wrócono.
Kiedy reżyser miał własnego rysownika
Była też inna propozycja, od producenta znanego wówczas serialu. Miałem narysować kilka-kilkanaście karykatur i portretów, które „zagrają” scenografię pokoju aktora grającego rysownika.
Podałem rozsądną kwotę, moje nazwisko miało pojawić się w końcowych napisach. I… kontakt się urwał. Jednak rysunki pojawiły się w serialu. Pisano, że zrobiła je… utalentowana córka reżysera. Nie wiem, może chodziło o próbę wyceny za taką pracę, aby wiedzieć, ile bierze fachowiec.
Telewizja od kuchni
O dwóch powyższych sytuacjach z mojej zawodowej działalności już dawno zapomniałem. Ostatnie wydarzenia sprawiły, że temat odżył. Skoro inni tak się chwalą niedoszłą współpracą przy realizacjach telewizyjnych i odsłaniają kulisy współpracy z producentami – stwierdziłem, że i ja się pochwalę. Bo efekt współpracy, którą widać w TV, często ma swoje ciekawe historie. A jeszcze ciekawsze mogą być te, jeśli w telewizji kogoś lub czegoś nie pokażą.
Rysownik w telewizji: (c) Rysunki.pl
Ilustracja na górze nie ma bezpośredniego związku z opisanymi treściami. Przedstawia kilka kadrów z programów telewizyjnych z moim udziałem, w Superstacji.
Zobacz też:
> Jak Wikipedia zrobiła ze mnie satyryka z Wenezueli
> Jak rysowałem karykatury na pikniku TVP przy Woronicza 17


