Satyra przegrywa z rzeczywistością – to tytuł tekstu, jaki ukazał się w najnowszym numerze miesięcznika „Nasz Kolporter”. W tekście umieszczono wypowiedzi dwóch osób. Szczepana Sadurskiego – satyryka, karykaturzysty, kiedyś wydawcy czasopism humorystycznych i współpracownika pisma satyrycznego Szpilki oraz Przemysława Ćwiklińskiego, zastępcy red. nacz. tygodnika NIE. Przypomniano też o dwóch najpopularniejszych w XX wieku pismach satyrycznych: Szpilkach i Karuzeli. Satyra polska – poniżej kilka fragmentów wypowiedzi Szczepana Sadurskiego
[Aktualizacja treści strony: 2026]
Satyra kiedyś i dziś
Niestety z konieczności ekonomicznych (zmiana sposobu życia, kryzys prasy) ponad 90% treści drukowanych kiedyś w prasie, musiała przenieść się do Internetu. Do tego pojawiły się tam internetowe memy. Musimy więc tu rozmawiać o resztkach, które trafiają do prasy. I niekoniecznie są to satyryczne materiały najlepsze z potencjalnie dla prasy dostępnych, a szkoda. Satyra żyje teraz głównie w sieci.
O ile jeszcze pod koniec lat 80. w prasie było dużo rysunków satyrycznych, obecnie w zasadzie ich nie ma. Były rubryki z dowcipami słownymi, teraz znikły. Były rubryki satyryczne, nawet specjalne dodatki – teraz ich nie ma. Spośród powiedzmy setki czynnych rysowników satyrycznych, którzy nie mają gdzie drukować, w zasadzie tylko kilku drukuje w polskiej prasie. Na przykład ja w ostatnich kilkunastu latach więcej drukowałem w prasie zagranicznej niż w polskiej i o czymś to świadczy.
A co Polaków bawi spośród tych satyrycznych resztek, które trafiają do prasy? Niestety profesjonalni satyrycy przegrywają z rzeczywistymi, codziennymi wydarzeniami dziejącymi się w Polsce. Rzeczywistość i politycy przerośli satyryków, to oni dyktują satyryczne trendy.
Pisma satyryczne i satyra polska
Satyrycznych pism nie ma, a na satyrę stawiają głównie czasopisma niszowe. Wyjątkiem jest Angora – tu humoru i rysunków jest dużo. Oczywiście jest NIE z ostrą satyrą, są tytuły prawicowe, drukujące propagandową satyrę. W niektórych lokalnych tygodnikach pojawiają się rysunki. Innych treści satyrycznych nie ma, nawet znikły fraszki i limeryki, kiedyś cenione.
Dlaczego obecnie nie ma pism satyrycznych
Przez ćwierć wieku miałem wydawnictwo prasowe i takie ogólnopolskie czasopisma wydawałem, w nakładach 100-200 tysięcy, więc mam ogromną wiedzę w tym temacie. Wydawcy, którzy mieliby takie plany, z pewnością wiedzą do kogo zwrócić się z takim pytaniem. A skoro nikt nie pyta, wielcy i mniejsi wydawcy uznali, że na pismo satyryczne miejsca już nie ma. Szkoda, bo wokół dzieje się tyle, że jest co komentować. A może to obawa przed narażeniem się obecnej władzy?

Szczepan Sadurski – jeden z autorów czasopisma Szpilki, jest wymieniany obok takich twórców rysowanej satyry, jak m.in.: Maja Berezowska, Bohdan Butenko, Antoni Chodorowski, Andrzej Czeczot, Jerzy Flisak, Zbigniew Jujka, Szymon Kobyliński, Zbigniew Lengren, Andrzej Mleczko, Henryk Sawka.
Satyra polska: (c) Rysunki.pl
FAQ – Satyra i polska prasa
Dlaczego klasyczna satyra niemal całkowicie zniknęła z polskiej prasy drukowanej?
Zjawisko to wynika przede wszystkim z radykalnych zmian ekonomicznych oraz ewolucji stylu życia czytelników, co doprowadziło do przeniesienia niemal 90% treści do internetu. Dawne rubryki z dowcipami i dodatki satyryczne przegrały walkę o miejsce w gazecie z newsami, przez co zawodowi rysownicy zostali wypchnięci z tradycyjnych mediów. Obecnie profesjonalna satyra w druku, to resztki dawnej potęgi, którą zastąpiły szybkie i masowe memy internetowe.
W których tytułach prasowych można jeszcze dziś znaleźć rysunki satyryczne?
Obecnie na rynku jest przede wszystkim tygodnik Angora, który konsekwentnie stawia na dużą ilość humoru i tradycyjnego rysunku satyrycznego. Ostrą satyrę polityczną wciąż prezentuje tygodnik NIE, a pewne formy rysowanej propagandy pojawiają się również w tytułach o profilu prawicowym. Poza tymi wyjątkami, rysunki satyryczne można spotkać sporadycznie w niszowych czasopismach i niektórych tygodnikach lokalnych.
Czy polscy politycy skutecznie odebrali pracę zawodowym satyrykom?
Współczesna rzeczywistość polityczna w Polsce stała się tak absurdalna, że często przerasta ona możliwości twórcze zawodowych satyryków. Codzienne wydarzenia i zachowania osób publicznych dyktują trendy humorystyczne, sprawiając, że profesjonalny komentarz rysunkowy często przegrywa w starciu z realnym życiem. To politycy stali się głównymi reżyserami satyrycznej sceny w kraju, zostawiając artystom rolę jedynie goniących za faktami obserwatorów i komentatorów.
Jak wyglądała kondycja pism satyrycznych w Polsce pod koniec XX wieku?
W tamtym okresie rynek zdominowany był przez legendarne tytuły, takie jak „Szpilki” i „Karuzela”, które gromadziły wokół siebie najwybitniejszych polskich twórców. Szczepan Sadurski, współpracujący ze „Szpilkami”, był częścią złotego pokolenia artystów, do którego należeli m.in. Szymon Kobyliński, Andrzej Mleczko czy Henryk Sawka. Te pisma satyryczne miały wpływ na opinię publiczną, a ich nakłady (choć Karuzela miała znacznie wyższy nakład niż Szpilki) świadczyły o masowym zapotrzebowaniu na humor rysunkowy.
Dlaczego wydawcy nie decydują się obecnie na reaktywację pism satyrycznych?
Wielcy wydawcy uznali, że w obecnym układzie rynkowym nie ma już miejsca na wyspecjalizowane czasopisma humorystyczne i satyryczne. Mimo że otaczająca nas rzeczywistość dostarcza nieskończonej ilości tematów do skomentowania, potencjalnych inwestorów powstrzymują obawy ekonomiczne oraz ryzyko polityczne. Branża wydawnicza boi się narażenia władzy lub nie wierzy w sukces komercyjny tradycyjnej satyry.
Zobacz też:
> Sadurski posumował rysunkami rok 2020
> Jak rysunek Sadurskiego sprowokował VIP-y w PRL-u


